Forum dyskusyjne Szczepu 99 WDHiGZ
Imię:
E-mail:
Temat:
> No i zostaliśmy sami. Ja, on, mój towarzysz, i ona, moja Jedyna, mój ssssskarb. Reszta sobie pojechała i nie pozostał po nich nawet ślad. Byliśmy sami. > > A Los, wredny typ, właśnie takie momenty wybiera aby się objawić. Ciekawe skąd on ma takie wyczucie? Wsiadam do samochodu, przekręcam kluczyk i... nic. Zonk. Game over. > > “Backup, I need backup” już chwytam za komórke i wołam w eter, aby z miejcowości M. wyruszyła brygada kawalerii z odsieczą, a sam jednocześnie chwytam za śrubokręt i dłubię. > > Zastanawialiście się kiedyś jakie to uczucie być jak ten „Fiddler on the Roof, trying to scratch out a single tune without breaking his neck”. Cóż, tak samo czuje się człowiek naprawiający elektryke w samochodzie w rzęsistym deszczu. Było zabawnie. Bez dwuch zdań. > > I stalibyśmy tam pewnie do tej pory, gdyby nie pewien Mały Wielki Człowieczek, Co Kiedyś Sam Ładę Posiadał. Wskazała na uszkodzony palec rozdzielacza i posiedział: tu tkwi pies pogrzebany. I, kurka wodna, miał racje! > > A potem drobna naprawa w stylu McGywera i do domu. Ale po co właściwie ja to wszystko pisze? Cóż, chodzi o morał. Czego może uczyć taka historia? Honestly, I don’t know. Ale wy możecie wiedzieć. > > Tymbarka dla tego kto znajdzie najlepszy morał tej opowieści!!!